W roku, w którym generatywna AI wchodzi do głównego nurtu produkcji, najgłośniejsze filmy Hollywood powstają na technologii sprzed stu lat. „Odyseja” Nolana, „One Battle After Another” Paula Thomasa Andersona, „Sinners” Ryana Cooglera — wszystkie nakręcono na negatywie. To nie nostalgia garstki purystów: Kodak notuje czwarty kwartał wzrostu z rzędu, a bilety na seanse 70 mm wyprzedają się na rok przed premierą. Sprawdzamy, kto kręci dziś na taśmie i — przede wszystkim — dlaczego.
Nolan i „Odyseja”: cały film na IMAX-ie, po raz pierwszy w historii
Christopher Nolan od lat powtarza, że taśma — a zwłaszcza wielkoformatowy negatyw IMAX 15/70 — pozostaje dla niego złotym standardem jakości obrazu. Przy „Odysei”, która właśnie gra w kinach, poszedł jednak dalej niż kiedykolwiek: to pierwszy film fabularny nakręcony w całości kamerami IMAX. Umożliwiła to dopiero nowa kamera, nazwana „Keighley” na cześć wieloletnich inżynierów IMAX-a, Patricii i Davida Keighleyów, którzy skonstruowali ją we współpracy z Nolanem i operatorem Hoyte’em van Hoytemą. Największym problemem kamer IMAX był zawsze hałas mechanizmu, uniemożliwiający nagrywanie dialogów — nowa, wyciszona obudowa (blimp) rozwiązała go na tyle, że aktorzy mogli grać normalne sceny dialogowe. Gdy powiększona obudowa zasłaniała aktorom linie spojrzeń w ujęciach przez ramię, van Hoytema zamontował po bokach kamery lustra, przez które partnerzy sceny mogli na siebie patrzeć.
Skala przedsięwzięcia mówi sama za siebie: trzy miesiące zdjęć w sześciu krajach i około dwóch milionów stóp naświetlonego negatywu. Rynek odpowiedział natychmiast — bilety na seanse IMAX 70 mm w 41 kinach na świecie wyprzedały się w kilka godzin, na rok przed premierą. Taśma stała się wydarzeniem samym w sobie: formatem, dla którego widz wybiera konkretne kino, a nie kanapę i streaming.
Paul Thomas Anderson: VistaVision, bo „film ma wyglądać jak film”
Paul Thomas Anderson gonił za VistaVision — formatem z lat 50., w którym 35-milimetrowa taśma biegnie poziomo, dając negatyw ponad dwukrotnie większy — od czasów „Mistrza”. Udało się dopiero przy „One Battle After Another”, nakręconym przez operatora Michaela Baumana na negatywach Kodak VISION3 (5219, 5207, 5213). „Ten film to ogromne płótno — idealne dla VistaVision” — tłumaczył Bauman, a wspólną filozofię obrazu z Andersonem streścił w jednym zdaniu: „obraz musi mieć fakturę, musi wyglądać jak film”. Charakterystyczne dla starych obiektywów aberracje kolorystyczne nie były korygowane w postprodukcji: „wszystkie te przekłamania koloru były mile widziane”. Efekt: pierwsza w karierze Andersona premiera także w IMAX 70 mm.
Ryan Coogler i „Sinners”: 65 mm jako doświadczenie
„Sinners” Ryana Cooglera nakręcono równolegle w dwóch wielkich formatach: Ultra Panavision 70 i IMAX 65 mm — a autorka zdjęć Autumn Durald Arkapaw została pierwszą kobietą w historii, która nakręciła film kamerami IMAX na taśmie. O wyborze zdecydowały testy: „Ryan zakochał się w tym, co zobaczył. Kiedy raz zobaczysz piękno i rozmach, jakie dają te formaty, nie ma już odwrotu” — wspominała operatorka. Coogler chciał 65 mm dla szerokich pejzaży delty Missisipi; Arkapaw podkreślała z kolei paradoks negatywu: „Na 65 mm dostajesz ogromną rozdzielczość i niezwykle immersyjny obraz — a mimo to wciąż czujesz ziarno, zależnie od tego, jak eksponujesz”. Studio zrobiło z formatów narzędzie marketingu: nagranie, w którym Coogler tłumaczy widzom różnice między kopiami 70 mm, IMAX i cyfrowymi, obejrzało prawie 900 tysięcy osób na YouTube i miliony w mediach społecznościowych.

Eggers, Lanthimos, Baumbach — taśma jako narzędzie stylu
Robert Eggers całą swoją filmografię — od „Czarownicy” po „Nosferatu” — zrealizował z operatorem Jarinem Blaschke na taśmie 35 mm. Przy nadchodzącym „Werwulfie” duet idzie jeszcze dalej w stronę faktury: film powstał w klasycznym formacie Akademii 1,37:1, a Blaschke zapowiada obraz, jakiego „nie widział w tej dekadzie” — celowo brudniejszy i bardziej ziarnisty niż „Nosferatu”. „Ten następny będzie miał naprawdę dużo faktury. Wczesne testy są bardzo obiecujące” — mówił operator.
Yorgos Lanthimos nakręcił „Bugonię” z Robbiem Ryanem na kamerach ARRICAM ST, ARRIFLEX 235 i 435 — konsekwentnie na negatywie, jak wcześniej „Biedne istoty”. Noah Baumbach zrealizował „Jay Kelly” z laureatem Oscara Linusem Sandgrenem na 35 mm, na lekkiej kamerze Panaflex. Do tego grona dołączają bracia Safdie („The Smashing Machine” i „Marty Supreme” również powstały na taśmie) oraz niezmiennie Quentin Tarantino, który od lat deklaruje, że cyfrowej kamery na swoim planie nie postawi. Warto dodać, że tradycja ma się dobrze także w polskiej edukacji filmowej — łódzka Szkoła Filmowa wciąż uczy studentów pracy na negatywie 35 mm, właśnie ze względu na dyscyplinę i świadomość ekspozycji, których wymaga taśma.
Dlaczego taśma? Cztery powtarzające się argumenty
Faktura i kolor. Ziarno, sposób, w jaki negatyw oddaje kolor skóry i wygasza światła, to estetyka, którą cyfra wciąż raczej naśladuje, niż odtwarza. Stąd zdanie Baumana o obrazie, który „ma wyglądać jak film”, i decyzja Blaschke, by przy „Werwulfie” świadomie zwiększyć ziarno zamiast je ukrywać.
Dyscyplina planu. Taśma kosztuje przy każdym dublu, więc wymusza precyzję: przemyślane próby, świadomą ekspozycję, decyzje podejmowane przed włączeniem kamery, a nie w postprodukcji. Wielu reżyserów wskazuje, że to zmienia skupienie całej ekipy — także aktorów.
Wydarzenie kinowe. W epoce streamingu format stał się argumentem za wyjściem do kina. Wyprzedane na rok naprzód seanse „Odysei” w 70 mm i wideo Cooglera o formatach „Sinners” pokazują, że taśma działa dziś również jako marketing doświadczenia, którego nie da się powtórzyć w domu.
Kontrapunkt dla AI. Im więcej obrazu generowanego, tym cenniejszy staje się obraz o udokumentowanym, fizycznym pochodzeniu. Naświetlony negatyw jest niepodrabialnym śladem tego, że scena wydarzyła się naprawdę przed obiektywem — i coraz częściej bywa wybierany właśnie jako deklaracja autentyczności.
Kodak: wzrost, ale i wąskie gardła
Za modą idą liczby. Segment Kodaka obejmujący produkcję taśmy wzrósł w drugim kwartale 2026 roku o 40 procent, do 105 milionów dolarów — to czwarty kwartał wzrostu z rzędu. Prezes Jim Continenza wprost wymienia „One Battle After Another” i „Sinners” wśród motorów popytu, a firma deklaruje inwestycje w moce produkcyjne. Popyt konsumencki na film w ciągu pięciu lat mniej więcej się podwoił. Problemem pozostają wąskie gardła: konfekcjonowanie taśmy jest pracochłonne, a wykwalifikowanych pracowników brakuje — jeszcze w sierpniu 2025 roku finansowa kondycja Kodaka budziła na tyle poważne obawy, że branża głośno pytała, co stanie się z produkcją filmową, gdyby jedynego wielkiego dostawcy negatywu zabrakło. Renesans taśmy wisi więc na dość cienkiej — i dosłownie celuloidowej — nitce.
Źródła: TheWrap — kamera Keighley • Kodak — One Battle After Another • Kodak — Sinners • IndieWire — Autumn Durald Arkapaw • Phantasmag — Jarin Blaschke o „Werwulfie” • Y.M.Cinema — kamery oscarowego sezonu • Fstoppers — wyniki Kodaka Q2 2026 • Empire — Can film save cinema?
